niedziela, 22 października 2017

Zdobyć Rosie. Początek gry

Cześć! Mam czas, więc dodaję kolejną recenzję :) Zastanawiam się również nad następnym postem. Chcielibyście recenzję, tag czy może jeszcze coś innego?
Zapraszam do czytania!

Nate Peters, niepoprawny podrywacz i łamacz serc, lubi swoje życie pełne przelotnych romansów. Patrząc jednak na szczęśliwe małżeństwo Anny i Ashtona, coraz częściej zastanawia się, jak by to było, gdyby miał dziewczynę na stałe. Uznaje, że jeszcze do tego nie dorósł. Aż do czasu, kiedy poznaje Rosie. To zdecydowanie kobieta na całe życie, nie na krótki romans. Absolutnie wyjątkowa i niestety całym sercem oddana komuś innemu. Rosie nie jest zainteresowana znajomością z Nate'em, co tylko mobilizuje go do działania.
Obiecałam sobie, że nie przeczytam już żadnej książki tej autorki. Oczywiście wyszło całkiem inaczej i coś mnie pchnęło do przeczytania kolejnej powieści K. Moseley.

Po pierwsze z początku strasznie irytował mnie Nate. Jego sposób życia i podejście do kobiet wyprowadzało mnie z równowagi. Myślałam o nim, jako o kimś zepsutym.
Tak więc brawa dla Nate za zirytowanie mnie już od pierwszych stron!
Na szczęście później było troszkę lepiej, ponieważ bohater zauważył, że zależy mu na Rosie i przystopował z bezmyślnymi komentarzami do kobiet, a jeśli takie były, to kierował je wyłącznie do jednej osoby- Rosie.

Nie wiem dlaczego nie zaczęłam od oceniania fabuły, ale no trudno, czy muszę pisać schematycznie? :) No ale nic, teraz o tym napiszę!

Jeśli mam szczerze ocenić tę książkę to przyznam, że naprawdę nie wiem jak. Z jednej strony jest to lekka i przyjemna powieść. Styl i fabuła pomimo schematyczności dopasowały się do moich oczekiwań i czytałam lekturę z miłą chęcią.
Jednak z drugiej strony czegoś mi zabrakło. nie wiem, myślę, że chodzi o brak niespodziewanych zdarzeń i szybkich zwrotów akcji. Może przydałoby się tu więcej tajemniczości, tak, myślę,
Spodobało mi się również umieszczenie wątku rodziny, w ten sposób autorka pokazała, że naprawdę można być szczęśliwym z kimś kogo kochamy.
I jeśli jesteśmy przy rodzinie, to K. Moseley ma ode mnie ogromny plus za wplątanie w historię Anny, Ashtona i ich uroczego dziecka. Było to naprawdę dobrym pomysłem.

W powieści zostały poruszone takie wątki jak zmiana osobowości, miłość, przezwyciężenie złych wspomnień i przyjaźń.
Przyjaźń Anny i Ashtona z Rosie i Nate'm jest naprawdę silna i szczera. Podoba mi się to.

Książka była po prostu przyjemna. Historia była spójna, interesująca i pochłaniająca. Autorka ukazała przebieganie i doświadczanie takiego uczucia jak miłość, a wraz z tym udowodniła nam, że mogą pojawić się trudności z tym związane. Jednak zawsze jest wyjście z sytuacji, pamiętajcie.

I już na koniec, przed samym podsumowaniem, chciałabym wspomnieć o Rosie. Czytelnik naprawdę szybko może polubić tę postać.
Bohaterka jest silna i niezależna. Pomimo złych życiowych doświadczeń nadal stara się jak może, by nadal żyć szczęśliwie. Poza tym jest świetną przyjaciółką Anny i Ashtona.
Pisarka wykreowała ją szczerze i realistycznie.
Podsumowując, Zdobyć Rosie to powieść na jeden wieczór. Jest przyjemna i napisana w taki sposób, że możemy pochłonąć ją w jeden wieczór, czyta się ją w ekspresowym tempie.
Pomimo, że jest prosta i schematyczna, to jest naprawdę wciągająca. Myślę, że jest to najprzyjemniejsza i najbardziej urokliwa powieść K. Moseley.
Jednak ma kilka swoich wad i jest książką, którą zapomnimy tak samo szybko jak ją przeczytaliśmy.
Czy polecam? Tak, ale tylko tym osobom, które szukają czegoś na odstresowanie się i nie mają zamiaru oceniać tej powieści.

Tytuł: Zdobyć Rosie. Początek gry
Autor: Kirsty Moseley
Tłumacz: Krzysztof Obłucki
Ilość stron: 318
Gatunek: literatura obyczajowa, romans
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
Moja ocena: 6-7/10

Zaczytanych chwil kochani!
6

środa, 18 października 2017

#niewidzialna

Cześć! Dzisiaj zapraszam Was na moją opinię o powieści #niewidzialna autorstwa Sharon Huss Roat. Recenzja miała być już tydzień temu, ale praktyki i robienie kursu na prawo jazdy niezbyt chce łączyć się z blogiem.
Vicky Decker nie rzuca się w oczy. Jest przeciętna, chorobliwie nieśmiała, nie ma znajomych. Czuje się samotna.
Jako @observi jest duszą towarzystwa. Wrzuca zdjęcia z imprez, kolorowe stories, na których jest roześmiana, wśród znanych ludzi. Ma coraz więcej followersów, zbiera tysiące lajków i komentarzy.
Na Instagramie jest gwiazdą, po raz pierwszy w życiu, W końcu może być tym, kim chce.

Fikcyjny profil dopracowuje w każdym szczególe. Uświadamia sobie, że mogłaby przez resztę życia nie wychodzić z pokoju. Im bardziej jest @Observi, tym lepiej rozumie, ze w realnym świecie roi się od ludzi, którzy są równie #samotni i #niezauważalni jak ona.
By pomóc im i sobie, musi pokazać światu swoją prawdziwą twarz. Czy zdobędzie się na odwagę i zacznie żyć naprawdę?

Zacznijmy od tego, że książka jest przede wszystkim o znalezieniu akceptacji wśród innych. Książka ukazuje jaki wpływ mają media społecznościowe na nastolatków. Możemy zobaczyć ile samotnych osób jest na świecie i zauważyć, że ich sposób na znajomość to pokazywanie na zdjęciach swojego bólu.

Muszę przyznać, że na początku książka kompletnie nie przypadła mi do gustu, a styl pisania autorki mnie irytował i według mnie był dziecinny. Jednak z dalszym czytaniem było coraz lepiej i książka całkiem mi się podobała, choć styl pisania nadal trochę mnie drażnił.
Po porównaniu do Girl Online wiele osób nie ma ochoty czytać tej powieści, ponieważ ma wrażenie, że będzie to kolejna historia o zdobywaniu popularności.
Zdziwię Was, nie, nie jest. #niewidzialna to książka o samotnej osobie, która pomimo swojej blokady znalazła sposób na pomoc innym osobom w takiej sytuacji. Nie chodziło jej o sławę, tylko najzwyczajniej w świecie o pomoc i znalezienie nowych przyjaciół

Vicky poprzez prowadzenie konta zauważa, że nie tylko ona jest samotna. Okazuje się, że nawet największe dusze towarzystwa borykają się z samotnością. Postarajmy się porozmawiać z tymi osobami, jedna rozmowa może zdziałać naprawdę dużo.
Książka skłania do rozejrzenia się i zastanowienia nad tym jak czują się osoby wokół nas.

#niewidzialna na pewno pomoże niemałej ilości młodych osób, jeśli czują się samotni to właśnie ta książka stanie się dla nich poradnikiem i udowodni, że pomimo długich i ciężkich starań w końcu znajdziemy osobę a nawet osoby, na których będzie nam zależeć.

Jest to również książka, która udowadnia nam, że kłamstwo zawsze wyjdzie na jaw. Niestety więcej nie mogę Wam napisać, ponieważ nie chcę spoilerować :)
Spodobał mi się również wątek miłosny, który był po prostu uroczy. Rozwijał się powoli i szczerze, poza tym nie był na pierwszym planie. Pozostał dodatkiem do całej historii i to mi naprawdę pasuje.

Podczas czytania zwróćcie również uwagę na takie motywy jak wsparcie rodziców, moc przyjaźni i internetu

Na koniec chciałabym wspomnieć o bohaterach, autorka ucharakteryzowała ich jako silnych i chcących pomagać, nawet jeśli wcześniej mieli do tego dość słomiany zapał. Podoba mi się to, że są realistyczni, szczerzy i dobrze wykreowani.
Vi była nieśmiała, dobroduszna i łagodna, a Lipton zabawny, ostrożny i wyrozumiały. Byli dobrzy i realistyczni tak samo jak inni bohaterowie.
Podsumowując. #niewidzialna to lekka, tajemnicza i pouczająca książka. Dzięki tej historii poznamy życie samotnej osoby, która po jednym łamiącym jej serce zdarzeniu osiąga siłę i chcę pomagać i zmieniać życie innych.
Powieść pokazuje jak niewiele trzeba aby pomóc drugiej osobie. Możemy udowodnić sobie, że nie jesteśmy sami z samotnością.
Pomimo kilku błędów i nudnych momentów książkę naprawdę warto przeczytać, ponieważ może nam pomóc oraz uświadomić czym jest samotność.
Wiem, że szybko zapomnę o tej powieści, ale świadomość tego, że trzeba pomagać zawsze ze mną pozostanie.

Tytuł: #niewidzialna
Autor: Sharon Huss Roat
Tłumacz: Małgorzata Hesko-Kołodzińska
Ilość stron: 335
Gatunek: literatura obyczajowa
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
Moja ocena: 6-7/10

Zaczytanych chwili!
I jeśli macie ochotę to śmiało możecie do mnie pisać! :)

18

niedziela, 8 października 2017

Consolation- przedpremierowo

Cześć! Dziś przychodzę do Was z przedpremierową recenzją książki Corinne Michaels, a mianowicie Consolation. Tak naprawdę już na początku ostrzegam, że wpis będzie dość chaotyczny, bo nadal dokładnie nie wiem jak ocenić tę książkę. Jednakże nie chcę zwlekać z recenzją, ponieważ za jakiś czas zapomnę o wielu szczegółach książki.
Liam nie miał być moim szczęśliwym zakończeniem. Nawet nie byłam nim zainteresowana. Był najlepszym przyjacielem mojego męża- zakazanym owocem. Tyle że mój mąż nie żyje, a ja czuję się samotna. Tęsknię za nim i ląduje w ramionach Liama. Jedna wspólna noc zmienia wszystko. Teraz muszę zdecydować, czy naprawdę go kocham, czy jest dla mnie tylko nagrodą pocieszenia. 

Już odkąd poznałam opis książki wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Choć powieści z wątkiem miłosnym jest tysiące, to nadal bardzo je lubię i myślę, że jeszcze przez długi czas będę je czytała. 

Może na początku napiszę trochę o całości- zarówno wykonaniu jak i fabule. 
Od razu mogę stwierdzić, że książka jest pełna zwrotów akcji, miłości i wzruszenń. Oczywiście bardzo mi się to podoba.

W powieści możemy odczuwać emocje razem z bohaterami. Już od pierwszej strony można uronić łzy. To cudowne móc odczuwać uczucia przy każdej czytanej stronie. Jest to książka z tych, w których czytelnik ma wrażenie uczestniczenia w historii.
Wydarzenia przedstawione w książce obrazują nam prawdziwe życie kobiet, które są związane z żołnierzami. Związek takich par opiera się na rozstaniach, czekaniu i nadziei, Kobiety mają świadomość tego, że w pewnym momencie mogą zostać same, a ich serce zostanie złamane. Nie oczekują od swoich mężczyzn obietnic o powrocie.

Historia, którą napisała C. Michaels uświadamia nas również, że śmierci nie da się uniknąć. Autorka pokazuje nam, że musimy żyć dalej. Po jakimś czasie powinniśmy ponownie ułożyć sobie życie, mamy prawo do ponownego zakochania się i przeżycia radosnych chwil.

Również pod względem wykonania pisarka mnie nie zawiodła. Choć zauważyłam kilka niedociągnięć i przesłodzonych momentów, to i tak całość mi się spodobała.
C. Michaels wprowadziła również nowe wątki i pokazała nam prawdziwe uczucia.
Oczywiście muszę wspomnieć także o zakończeniu, bo jest bardzo, ale to bardzo zaskakujące i nigdy nie spodziewałam się takiego obrotu spraw. Pozostaje mi tylko czekać do grudnia na następną część, niestety.

Na koniec chciałabym napisać kilka zdań o bohaterach.
Uważam, że zostali wykreowani realistycznie i są ukazani jako silne psychicznie osoby, co moim zdaniem jest na plus.

Natalie polubiłam od pierwszych stron. Na początku była osobą, która nie ma pojęcia jak poradzić sobie ze stratą bliskiej osoby, jednak później widzimy, że jest również kobietą z mocnym i zadziornym charakterem.

Liam natomiast jest opiekuńczym, pomocnym i szczerym człowiekiem. Wpiera Natalie i pomaga jej z wychowaniem małej córeczki.
Choć muszę przyznać, że czasami był przedstawiony w przesłodzony sposób i troszeczkę mnie to drażniło.
Podsumowując, Consolation to powieść, którą powinna przeczytać każda kobieta. Jest to książka przepełniona uczuciami, intensywna i uzależniająca. Ważne jest również to, że pokazuje prawdziwe życie i porusza naprawdę trudny i rzadko poruszany wątek.
I choć ma kilka małych wad to zaręczam Wam, że pochłoniecie ją w jeden wieczór, naprawdę!

Tytuł: Consolation. Tom 1
Autor: Corinne Michaels
Tłumacz: Kinga Markiewicz
Ilość stron: 343
Gatunek: romans, literatura obyczajowa
Wydawnictwo: Szósty Zmysł
Moja ocena: 8/10
Premiera: 11.10.2017 r
Zaczytanych chwil!
12

wtorek, 3 października 2017

Spóźnione podsumowanie wakacji

Hej! Dopiero teraz mam czas aby napisać podsumowanie tegorocznych wakacji. Na początku przyznam się, że nie jestem do końca zadowolona z mojego wyniku i przeczytanych książek, ale ważne, że przeczytałam choć trochę!
Napisałam też kilka postów, choć muszę stwierdzić, że oczekiwałam od siebie dużo więcej, jednak rozpoczęcie kursu na prawo jazdy trochę pozmieniało moje plany i nie miałam po porostu czasu na pisanie.
Zacznijmy od podsumowania czytelniczego. Udało mi się przeczytać 16 książek. Zaznaczę też, że swoje wakacje zaczęłam od połowy czerwca, więc od tego czasu uwzględniam przeczytane powieści.
Z mojej listy na wakacje (Wakacyjny TBR) udało mi się przeczytać 6 książek z 20. No cóż...

  1. "Nic do stracenia. Wreszcie wolni" Kirsty Moseley6/10
  2. "Ostatnie życzenie" Andrzej Sapkowski 9/10
  3. "Mleko i miód" Rupi Kaur (bez oceny)
  4. "Listonosz" Charles Bukowski 4/10
  5. "Pamiętnik" Nicolas Sparks 7/10
  6. "Promyczek" Kim Holden 10/10
  7. "Światło, które utraciliśmy" Jilll Santopolo 8/10
  8. "Chłopak, który o mnie walczył" Kirsty Moseley 4-5/10
  9. "To, co nas dzieli" Anna McPartlin 8/10
  10. "Lokatorka" JP Delaney 7-8/10
  11. "Wzgórze niezapominajek" Anna Bichalska 3-4/10
  12. "Illuminae" Jay Kristoff, Amie Kaufman 7/10
  13. "Indeks szczęścia Juniper Lemon" Julie Israel8-9/10
  14. "Biblioteka dusz" Ransom Riggs 7-8/10
  15. "Baśnie osobliwe" Ransom Riggs 8/10
  16. "Debiutant" SJ Hooks 5/10
Jeśli chcecie recenzje książki z listy powyżej, to napiszcie w komentarzu. Stworzę ją jak najszybciej :)
Jako, że jest zła pogoda, to wykorzystam moje stare zdjęcia. A to bardzo mi się podoba, więc je dodaję. 
Jeśli chodzi o posty to ukazało się ich 12, ponieważ tak jak mówiłam liczę je od czerwca. 
  1. Nic do stracenia. Wreszcie wolni
  2. Pisarze, których chcę poznać
  3. Wakacyjny TBR
  4. 4 książki na lato
  5. Światło, które utraciliśmy
  6. Chłopak, który o mnie walczył
  7. To, co nas dzieli
  8. Letni Book Tag
  9. Wzgórze Niezapominajek 
  10. Tea Book Tag
  11. Indeks szczęścia Juniper Lemon
  12. Uroczy Back to school 
W sumie to byłoby na tyle :) A jak Wasze wakacje? Ile książek udało się Wam przeczytać? Pochwalcie się w komentarzu, z chęcią zajrzę też w linki z podsumowaniami wakacyjnymi i z września. 
Przygotowuję dla Was również Book Haul z ostatnich miesięcy, ponieważ spotkałam się z Filipem  i przez niego na mojej półce jeszcze bardziej brakuje miejsca! :)
I tak na koniec, zapowiadam natłok postów, ponieważ mam praktyki i mój wolny od nauki czas poświęcę pisaniu.
Zaczytanych chwil kochani!
24

niedziela, 24 września 2017

Przyszła jesień! Autumnlicious Book Tag

Cześć! Przyszła jesień, a więc czas na Autumnlicious Book Tag! :)
Szukałam naprawdę długo, bo żaden tag nie odpowiadał moim oczekiwaniom. Jednakże znalazłam i serdecznie zapraszam do czytania!
Oczywiście proszę także o polecanie książek ^^
1.Książka z jesiennym klimatem w tle.
Od razu do głowy przyszedł mi tytuł Jesień motyli. Akcja zaczyna się na początku roku szkolnego, czyli pod koniec lata. Wprawdzie z perspektywy czasu wiem, że tej książki nie polecam, ponieważ jestem świadoma, że jest dość nudna i niedopracowana, ale kiedyś, gdzieś tam napisałam recenzję, także zapraszam :)

2.Za oknem pada deszcz, a Ty czujesz się smutno, która książka będzie najlepsza na poprawę humoru?
Zdecydowanie Lato koloru wiśni! A nawet dwie części. To świetna, zabawna i przeurocza książka, którą mogłabym czytać na okrągło. Humor i ironia w tej powieści to pojęcie podstawowe! Poza tym czytelnik naprawdę szczerze może polubić bohaterów. 
Przy tej historii uśmiechnie się każdy, obiecuję!

3.Kupujesz nową kurtkę i inne potrzebne rzeczy na jesień,  a jakie nowe trzy książki znajdą się na Twojej półce?
Na pewno Dziewczyna z Brooklynu! Mam straszliwą ochotę na tę książkę.
Poza tym chciałabym kupić najnowszą powieść Colleen Hoover. I z chęcią zaopatrzyłabym się w Miecz przeznaczenia, bo bardzo spodobała mi się seria o Wiedźminie. 

4.Rano idąc do szkoły/pracy myślisz sobie jak fajnie byłoby zostać w łóżku, która książka sprawi, że oderwiesz się od szarej rzeczywistości?
Jest to oczywiście Promyczek. Ta książka odcina mnie od całego świata i dopóki jej nie skończę żyję w całkiem innej historii. A uwierzcie mi, bardzo, ale to bardzo trudno jest przerwać czytanie tej książki.
To powieść pełna uczuć, świetnych postaci i dobrego humoru. Jednakże poruszony jest w niej motyw choroby, straty i miłości, więc naprawdę warto się z nią zapoznać, ponieważ nie jest to zwykła obyczajówka.
5.Dzień staje się krótszy, a noc dłuższa, która książka będzie najlepsza na długie jesienne wieczory?
Według mnie jest to Rozejmca. To grubaśna książka z naprawdę dobrą treścią. Jest idealna na takie wieczory, dlaczego? Z bardzo prostych powodów:
  • Jak już pisałam, ma naprawdę dużo stron, więc nie musimy obawiać się, że przeczytamy ją w jeden wieczór
  • Możemy przenieść się do całkiem innego świata i zapomnieć o tym, że na dworze szaleje wiatr, a deszcz nadal uparcie pada i pada.
  • Mamy okazję poznać wiele ciekawych i oryginalnych postaci. A wiem, że naprawdę trudno teraz o takich.
Czy trzy powody wystarczą? A może wymieniać dalej? Niedługo recenzja, także czekajcie! :)

6.Zostajesz u koleżanki na noc i będziecie oglądać film. Adaptacja filmowa, której książki będzie najlepsza na taki seans?
Wprawdzie nie oglądam zbyt dużo filmów, ale myślę, że w taki wieczór z chęcią zobaczyłabym Osobliwy Dom Pani Peregrine
Książki były naprawdę świetne, ale nadal nie obejrzałam filmu, więc wypadałoby to nadrobić.

7.Liście spadają z drzew i robi się chłodno, która książka przechowa dla Ciebie letnie promyki słońca i ogrzeje Cię w te ponure dni?
Zdecydowanie Oddam Ci słońce. To moja ulubiona książka, więc co tu więcej pisać? Przeczytajcie i przekonajcie się sami :)
8.Po lecie pozostają tylko dobre wspomnienia i z utęsknieniem czekasz na następne lato. Która książka będzie Twoją kartką z wakacji? 
Po raz kolejny wymienię tu Promyczka, ponieważ to najlepsza książka jaką przeczytałam w wakacje i mam z nią naprawdę dobre wspomnienia. 

9.W lesie pojawią się grzyby i wybierasz się na grzybobranie. Która książka zabierze Cię na poszukiwanie przygód?
Razem z siostrą wybrałyśmy książkę Pax. Jej również od razu skojarzyła się z przygodą, lasem, grzybami i nowymi doświadczeniami. 
Jeśli macie ochotę, to zapraszam na recenzję :) 

10.Czy jesień to Twoja ulubiona pora roku, czyli kogo tagujesz do zrobienia tego tagu?
Oczywiście Filipa!
Z chęcią zobaczę ten tak u Gosi :)
I u wszystkich chętnych osób.
Tak poza tym chciałabym Was zapytać czy macie ochotę zobaczyć moje czytelnicze podsumowanie wakacji? Czy może jest już za późno, hm? :)

Zaczytanej jesieni!
13

środa, 13 września 2017

Zachód słońca w Central Parku

Cześć! Muszę przyznać się Wam, że nie mam czasu, ale pomimo tego zamiast uczyć się na jutrzejszą kartkówkę, to siedzę i piszę dla Was recenzję :) No cóż, są rzeczy ważne i ważniejsze...
Dziś zapraszam Was na krótką opinię o Zachód słońca w central Parku autorstwa Sarah Morgan.
Do osób, które czytały: Wiecie dlaczego zdjęcie z kotem? ^^
Frankie jest konkretna i rzeczowa, nie lubi wylewności, nie wierzy też w romantyczne związki. Ale choć wygląda na silną i opanowaną, kłębi się w niej mnóstwo emocji. Rozwód rodziców i złośliwość rówieśników mocno ją zraniły, dlatego Frankie ukrywa się za pozą twardzielki i za okularami. Nie może jednak udawać i maskować się w nieskończoność. Na szczęście może liczyć na przyjaciółki, a zwłaszcza brata jednej z nich, Matta, który szczególnie ją lubi. Lecz co robić, kiedy to właśnie Matt, najlepszy przyjaciel, staje się problemem, odkrywając przed nią własne sekrety?

Na początku muszę przyznać się, że nie miałam pojęcia, że jest to druga część. Naprawdę się tego nie odczuwa. Oczywiście pierwszą także przeczytam!

Jest to przede wszystkim urocza opowieść o przyjaźni i miłości.
Przyjaźń tej trójki kobiet jest inspirująca i prawdziwa. Możemy zobaczyć jak bardzo się kochają i wspierają. Kiedy jedna z nich ma problem od razu dostaje wsparcie i pocieszenie od pozostałych przyjaciółek.

Jeśli chodzi o wątek miłości autorka bardzo dobrze pokazała jak trudna może być i jaki wpływ ma na nią przeszłość. Nie jest to tylko romans, który czytelnik przeczyta i zapomni. Ta miłosna historia, poza tym, że jest realistycznie i dobrze wykreowana jest inspirująca i pouczająca. Uważam również motyw miłości za błyskotliwy i pełny wrażeń.
S. Morgan poruszyła także temat tego jak wydarzenia z przeszłości mogą wpłynąć na teraźniejszość. Główna bohaterka tej części kłębi w swoim wnętrzu naprawdę dużo negatywnych uczuć- rozwód rodziców, a razem z tym załamana matka i rówieśnicy, którzy byli dla niej wulgarni i złośliwi.
Wszystkie te przeżycia odbijają się na Frankie i nawet po wielu latach, kiedy jest już dorosłą kobietą nadal trudno jest jej przezwyciężyć strach i kompleksy.

Autorka pozwala nam dokładnie poznać bohaterkę, pokazuje zarówno jej zalety jak i wady. Czytelnik ma szansę dobrze zrozumieć problem Frankie i zrozumieć dlaczego tak trudno jest jej zmienić się i zrozumieć, że jest piękną i wartościową kobietą.
Ukazane jest to w realistyczny sposób i szczerze można polubić główną bohaterkę za to jaka jest dzielna.

Muszę się przyznać, że uwielbiam Sarah Morgan za takiego bohatera jak Matt! Ja naprawdę wiem, że prawie w każdym romansie jest taka cudowna i romantyczna postać, ale on spodobał mi się szczególnie. Jego starania by Frankie wreszcie się zaakceptowała i zrozumiała, że może zostawić przeszłość za sobą były po prostu urocze, naprawdę. Poza tym cenię tego bohatera za cierpliwość, bo jeśli przeczytacie tę książkę, to zrozumiecie, że nie wszyscy byliby spokojni i opanowani, aż do końca ich historii. Mówiąc szczerze ja wybuchłabym już w połowie i nie mogła utrzymać żadnych tajemnic ani sekundy dłużej.
Poza tym książka porusza jeszcze jeden ważny wątek, a mianowicie pokazuje nam jak szybko można zranić drugą osobę. Możemy zrozumieć, że trzeba przemyśleć zanim wykona się jakiś ruch. Czasami to co uważamy za dobre dla nas, może naprawdę mocno zranić osobę na której nam zależy.

Podsumowując, Zachód słońca w Central Parku to przede wszystkim lekka i przyjemna książka. Rozwój sytuacji oraz bohaterowie są realistyczni, przez co możemy się z nimi zżyć. Nie brakuje tu również humoru, który umieszczony jest nawet podczas trudnych sytuacji bohaterów. Książka naprawdę wciąga i czyta się ją błyskawicznie, poza tym porusza wątki takie jak: miłość, przyjaźń, zranienie i strach. Pokazuje również przemianę z wystraszonej i zranionej osoby na postać pełną życia i radości.
I oczywiście można czytać ją bez znajomości drugiego tomu (tak jest w moim przypadku), choć zalecam Wam zakupić go w najbliższym czasie tak samo jak ja i nadrobić to! :)
Słyszałam również, że seria ma ponad 5 części i będzie nadal wydawana w Polsce, świetnie, prawda?
Tytuł: Zachód słońca w Central Parku
Autor: Sarah Morgan
Tłumacz: Elżbieta Regulska-Chlebowska
Ilość stron: 3334
Gatunek: romans, literatura obyczajowa
Wydawnictwo: Harper Collins
Moja ocena: 7/10

Zaczytanych chwil kochani!
12

niedziela, 10 września 2017

Debiutant

Cześć! Przez szkołę brakuje mi czasu, jednak stwierdziłam, że muszę coś dodać i oto jestem z recenzją! :)

We wtorki i piątki Stephen Worthington wykłada na uczelni. W weekendy chodzi na obiad do rodziców. Kilka razy ćwiczy na siłowni z młodszym bratem, a wieczorem wraca do domu o rozsądnej godzinie. Zawsze sam. Stephen ma tylko jeden problem, który nazywa się Julia Wilde.
Najbardziej nieposkromiona studentka, jaką spotkał. Nieuprzejma, prowokująca, nieznośnie irytująca. Stephen nie może się doczekać końca semestru, żeby Julia wreszcie zniknęła z oczu.
Zycie jest jednak pełne niespodzianek. Pewnego wieczoru Stephen trafia do mieszkania Julii. Co z tego wyniknie?
Muszę przyznać, że powieść była niedopracowana, ale czytało się ją w ekspresowym tempie.
Książka jest spójna- co jest plusem, lekka i pochłaniająca.
Fabuła jest ciekawa, choć wiadomo już od początku, że powieść nie zostanie niczym wybitnym, to po prostu luźny romans.

Spodobało mi się również pokazanie przez autorkę przemiany nieśmiałej osoby w kogoś odważnego i śmiałego. Wprawdzie to nadal nie jest świetna książka, ale miło, że nie jest to tępy erotyk.

W fabule ukryty jest również wątek tajemnicy. Julia boi się miłości. Dlaczego?
I dokładnie na tym polegała cała fabuła, na poznawaniu siebie nawzajem i ukrywanie tajemnicy.

Autorka złamała także schemat, to kobieta rządzi w tej historii, nie mężczyzna. To Julia ma nad wszystkim władzę, co czasami mnie denerwowało.
Jednak nadal nie jest to wyjątkowa powieść, tylko zwykła, przeciętna.
Wadą książki jest przede wszystkim wulgarność, wprawdzie rzadko występowała, ale jednak jest i strasznie mnie irytowała.
Nie podobała mi się również zbyt szybka akcja. Wolałabym 50 stron więcej i troszkę wolniejszy przebieg zdarzeń, byłoby bardziej realistycznie.

Niestety niedopracowanie fabuły często stawało się po prostu śmieszne i płytkie.
Żałuję również, że powieść jest tylko z perspektywy Stephen'a. Choć przyznam szczerze, że liczę na to, że drugi tom będzie o Julii.

Jeśli chodzi o bohaterów to nie wywołali we mnie większych emocji i byli mi obojętni. Nie są typem postaci, które od razu się uwielbia.

Stephen jest naiwny, lękliwy i lekkomyślny, co czasami doprowadzało mnie do szału, ponieważ bohater podejmował naprawdę głupie decyzje.
Choć przyznam, że można polubić go za nieśmiałość i ostrożność.
Natomiast Julia to osoba ambitna, odważna, pewna siebie i szczera. Nie wstydzi się siebie i jest śmiała. Jednak irytowała mnie to jak bardzo jest beztroska.
Bohaterowie byli ciekawie wykreowani, jednak ich kłócenie na siłę bardzo denerwuje.
Najbardziej rozbawił mnie brak innych bohaterów. Przez całą książkę poza głównymi postaciami poznałam tylko 3 osoby, brata Stephen'a i dwie przyjaciółki Julii. Niestety więcej osób nie jest mi znane, naprawdę.

Na koniec wspomnę o wydaniu, ponieważ jest bardzo ładnie wykonane.
Jest delikatne, ale pokazuje miłość i tajemnicę. A napis z lekkim gradientem dodaje uroku zdjęciu na książce. Graficy naprawdę się postarali! :)

Podsumowując, Debiutant to świetna powieść na odstresowanie się i przeczytanie w jeden wieczór. To lekka książka, która nie przekazuje zbyt wiele i nie jest zobowiązująca.
Chciałabym tylko dodać, żeby nie wymagać od tej historii zbyt dużo, to tylko erotyk, do zrelaksowania się, nic więcej.
Tytuł: Debiutant
Autor: S.J Hooks
Tłumacz: Aga Zano 
Ilość stron: 271
Gatunek: romans, erotyk
Wydawnictwo: Harper Collins
Moja ocena: 5/10

Zaczytanych chwil!

11

czwartek, 31 sierpnia 2017

Uroczy Back to school

Cześć! Jako, że kilka osób wyraziło chęć na to abym dodała na bloga Back to school, to tak oto pojawia się już dziś! :)
Wy także możecie chwalić się tym co kupiliście do szkoły i podawać linki do swoich postów o szkole ^^
Ostrzegam, to dość długi post! (Choć większość to zdjęcia)
Zacznijmy od zeszytów i notatników. Ja jak co roku kupię o kilka za dużo, ale przydadzą się do notatek, ponieważ chcę w tym roku szkolnym przeczytać i opracować wszystkie dodatkowe lektury z języka polskiego. A jeśli starczy mi czasu to także książki, które nie są lekturami, ale przydadzą się na maturze.
Kiedy zobaczyłam te notatniki musiałam je mieć! Są przeurocze! W dodatku wewnętrzna okładka również ma wzór z bajki. Kupiłam je w Textil Market, za ok. 2,50 zł. 
Jako, że uwielbiam różowy, to nie mogło zabraknąć zeszytów w takim kolorze. Kupiłam je w E.leclerc i kosztowały jakoś do 3 złotych.
Te urocze zeszyty są oczywiście z Biedronki, kosztowały nie więcej jak 1,50 zł :) Są troszkę gorszej jakości, ale z drugiej strony takie lekko żółte kartki mają swój klimat!
A te cuda oczywiście także są z Biedronki. Poza świetnymi ilustracjami na zewnątrz okładki mają również ładny wzór w środku :) Ich cena to ok. 2 zł, nie więcej.
Tutaj nic nie muszę dodawać, prawda? Napiszę tylko: tak, są z Biedronki.
Wiecie co, one też są z Biedronki
To już ostatnie! Grubaśne notatniki podzielone na 6 przedmiotów. Brązowy będę miała do przedmiotów, w których nie pisze się za wiele,a w zielonym mam swój Bujo, ponieważ dało się wyciągnąć zakładki przedzielające przedmioty. Ich cena to 15 złotych.
I teraz troszkę przyborów szkolnych!
Oczywiście muszę mieć dużą ilość długopisów! Bo jak wiadomo, za jakiś czas je pogubię i później będę narzekać na ich brak. Piszę tylko czarnymi, więc jak co roku zdecydowałam się na firmę BiC, ponieważ według mnie jest najlepsza.
Natomiast te dwa urocze, różowe długopisy kupiłam w Biedronce, także mają czarny wkład.
Jeśli chodzi o cienkopisy, kupiłam je w Pepco i jeśli dobrze pamiętam kosztowały 4 złote.
Te rzeczy przydadzą mi się nie tylko do oddzielania poszczególnych działów w zeszytach, ale do Bullet Journal <3
Naklejki są z Biedronki, a tasiemki z Kik, kosztowały od 3 do 4 złotych.
Podstawową rzeczą w piórniku jest gumka i zakreślacz. A skoro wszystko chcę mieć słodkie i urocze to kupiłam to w kolorze nie innym jak różowy.
Karteczki również mi się przydadzą, ponieważ często robię fiszki z słówkami lub zapisuję na nich ważne daty.
Wszystko kopiłam w  E.leclerc i każda rzecz nie kosztowała więcej niż 5 złotych.
Ważne notatki będę zaznaczać tymi uroczymi zakładkami z motywem kwiatowym i morskim.
A kiedy będzie późna godzina pomoże mi lampka-zakładka, która naprawdę świetnie oświetla! Poza tym zakładka, która jest jednocześnie szkłem powiększającym również świetnie się sprawdzi w czytaniu lektur, które często drukowane są niezbyt przyjazną dla oka czcionką.
Wszystko kupiłam w Biedronce. znaczniki kosztowały coś ok. 2,50 zł, a pozostałe rzeczy nie więcej niż 13 złotych.
Kolejnymi i już prawie ostatnimi rzeczami są korektory w myszce i duży zeszyt. Swoją drogą kupiłam go tylko dlatego, że jest z aparatem. Zeszyt kosztował ok. 3 złotych, a korektory nie więcej niż 5.
Dwie przeurocze teczki, które z pewnością przydadzą mi się do przechowywania notatek oraz moich zdjęć.
I ostatnia rzecz, która nie jest przyborem szkolnym, ale będzie nierozłącznym towarzyszem mojego plecaka. Kupiłam ją w Cropp'ie, za 5 czy 6 złotych.
Nie uwierzycie, ale skończyłam! Wy również pochwalcie się co kupiliście do szkoły, na studia :)
Chcielibyście jeszcze posty dotyczące szkoły? Jeśli tak, to piszcie w komentarzu jakie, z chęcią je napiszę.

Zaczytanych chwil kochani!
I miłego powrotu do szkoły!
32

piątek, 25 sierpnia 2017

Indeks szczęścia Juniper Lemon

Cześć! Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją całkiem dobrej książki! :)
Muszę przyznać, że ostatnio nie miałam czasu ani ochoty cokolwiek pisać, ale na szczęście wszystko wróciło już do normy i znowu będę dodawać regularnie.
Nie przedłużając zapraszam do czytania :)
Minęło sześćdziesiąt pięć dni od wypadku, który na zawsze odmienił życie Juniper. Świat bez jej cudownej starszej siostry Camilli stał się zimnym i smutnym miejscem.

Pewnego dnia Juniper odkrywa list Camilli napisany w dniu wypadku. List, w którym Cam zrywa z tajemniczym "TY". Jest w szoku- nie wiedziała o związku siostry i ziejąca dziura w jej sercu wydaje się coraz większa. Jaka naprawdę była Cam? Postanawia się tego dowiedzieć, odkryć tożsamość "TY" i dostarczyć mu list.

Ale wtedy Juniper coś gubi. Drobiazg, niewielką kartkę. Jedną z wielu, na których codziennie notuje swój prywatny poziom szczęścia i katalog własnych "wzlotów i upadków dnia". A ta fiszka jest wyjątkowa: zawiera tajemnicę, o której nikt nie może się dowiedzieć.
Na początku powiem trochę o fabule, hm?
Muszę przyznać, że od tej książki nie oczekiwałam zbyt wiele. Myślałam o niej jako przeciętnej młodzieżówce. I fakt, dostałam młodzieżówkę, ale z naprawdę świetnymi wątkami i z bardzo dobrym wykonaniem. Poza tym książka ma głębokie przesłanie.

Jak już pisałam, książka ma dość sporo wątków, przez co czytelnik nie chce odrywać się od treści, ponieważ co rozdział poznajemy coś nowego i równie interesującego. To spójna powieść, która jest pełna znaczeń.

Julie Israel pisze przede wszystkim motywująco. Poruszyła motywy, które coraz częściej występują w naszym wieku. Śmierć i radzenie sobie z tym, przemoc między ojcem a synem, brak porozumienia dziecka z rodzicami, osamotnienie, przyjaźń oraz kłamstwo- to kilka najważniejszych wątków, które porusza ta książka. Plusem jest również przedstawienie tego w realny i lekki sposób. Dzięki temu z historią zapoznać się mogą nie tylko starsi, ale i młodsi czytelnicy.

Spodobał mi się również wątek prowadzenia indeksu szczęścia. Jest to oryginalny pomysł, a poza tym dzięki temu wszystko stało się jasne i dużo łatwiej da się zrozumieć treść oraz uczucia bohaterki.

I jeśli już mówimy o fabule, to bardzo dobrze, że wątek miłosny nie jest tu na pierwszym miejscu. Czytając tę powieść możemy odetchnąć od schematycznych miłości.
I już zakańczając temat fabuły i wszystkich wątków, na koniec chciałabym napisać, że autorka świetnie wykreowała motyw detektywistyczny i dodała tajemniczości, czym dopełniła całą historię.

Muszę przyznać, że bardzo polubiłam bohaterów tej powieści. Z przyjemnością chłonęłam informacje o nich i z zaciekawieniem przeżywałam wszystkie wydarzenia.

Lemon to ambitna, dobroduszna i ciekawa wszystkiego osoba. Nie sposób jej nie lubić, choć momentami jej decyzje mnie denerwowały, ale może dlatego, że ja na jej miejscu postąpiłabym inaczej.

Interesującą osobą jest również Brand. To szczery i śmiały chłopak. Kiedy Lemon podejmowała głupie decyzje potrafił przemówić jej do rozumu. Polubiłam także jego humor i podejście do życia.
Choć pod koniec książki zdenerwował mnie, ponieważ na pewną sytuację zareagował dość brutalnie, ale jeśli przeczytacie tę powieść to dowiecie się, że miał ku temu powód.

Bardzo szybko da się polubić przyjaciół Lemon. To bystre i szczere osoby, które dużo przeszły i potrafią zrozumieć więcej niż niejeden dorosły.
Podsumowując, Indeks szczęścia Juniper Lemon to powieść, która w lekki sposób porusza ciężkie tematy. Może czytać ją zarówno dorosła osoba jak i młodszy czytelnik. Nie brakuje tu świetnych bohaterów i przeróżnych uczuć. Poza tym warto ją mieć choćby dla tej pięknej okładki!
Zapewniam Was, że przeczytacie ją w dwa wieczory :)

Tytuł: Indeks szczęścia Juniper Lemon
Autor: Julie Israel
Tłumacz: Joanna Dziubińska
Ilość stron: 372
Gatunek: literatura młodzieżowa
Wydawnictwo: IUVI
Moja ocena: 8-9/10
27

niedziela, 13 sierpnia 2017

Tea Book Tag

Cześć, dzisiaj zapraszam Was na tag z herbatą w roli głównej :) Oczywiście zachęcam do polecania książek z poszczególnych kategorii. Będzie mi naprawdę miło!
Chciałabym również przeprosić za zdjęcia, ponieważ już były na moim blogu. Niestety jest dość pochmurno i wolę dodać ładne zdjęcia jeszcze raz, niż zrobić inne, które nie podobałyby mi się.
Czarna herbata, czyli mój ulubiony klasyk.
Czytam mało klasyków i dopiero zapoznaje się z nimi, więc na początku nie wiedziałam jak odpowiedzieć. Jednak po chwili zastanowienia wybrałam Małego Księcia, a także powieść Oskar i Pani Róża. Te dwie książki są dla mnie naprawdę ogromną motywacją, więc musiałam je tu zamieścić. Chyba każdy je zna, prawda?

Zielona herbata, czyli książka tak nudna, że przy jej czytaniu zasnęłam.
Taką powieścią jest Marsjanin. Była to dla mnie strasznie nudna historia i pamiętam, że czytałam ją ponad dwa tygodnie, co zdarza się u mnie bardzo rzadko. Książka jest nudna i niedopracowana, więc naprawdę można przy niej przysnąć.

Czerwona herbata pu-ehr, czyli książka, w której bohaterowie ciągle się przemieszczają.
Jeśli chodzi o motyw podróży, to idealną książką, a nawet serią jest Biuro Podróży Samotnych Serc (recenzja 1 i 2). To seria o podróżowaniu, w której możemy poznać zwyczaje i zabytki różnych miejsc z całego świata. Naprawdę świetna przygoda!
Herbata oolong, czyli książka, której poświęca się zbyt mało uwagi.
Zdecydowanie Gdzieś tam, w szczęśliwym miejscu (recenzja). To świetna książka z cudownym przekazem i naprawdę nie wiem dlaczego jest tak mało popularna. Porusza ważne motywy takie jak śmierć, miłość, tolerancja i orientacja. 
Czytajcie to, proszę!
Biała herbata, czyli książka niezasłużenie popularna.
Dziewczyna z pociągu, ta książka jest mocno przeciętna, a zyskała ogromną sławę. Uważam, że niesłusznie. Moim zdaniem zamiast tracić pieniądze na promocję tak złej książki, lepiej jest zareklamować coś naprawdę dobrego i wartościowego.

Herbata yerba mate, czyli książka, przy której trzeba przebrnąć przez pierwsze rozdziały, aby akcja się rozwinęła.
Taką powieścią jest Małe życie. Pierwsze rozdziały czyta się dość opornie, ponieważ autor zrobił długie wprowadzenie w życie bohaterów. Jednakże później poznajemy cudowną, a zarazem straszną historię, przez którą przewijamy się naprawdę szybko.
Herbata ziołowa, czyli książka, którą czytano mi na dobranoc, kiedy byłam mała.
Nie czytano mi kiedy byłam mała, więc nie mogę odpowiedzieć. Chociaż jeśli chodziłoby o czytanie samemu to byłby to Czerwony Kapturek oraz Kubuś Puchatek.

Herbata owocowa, czyli moja ulubiona lekka książka.
Takich książek jest dużo, jednak jeśli muszę wybrać to zdecydowanie jest to duologia Lato koloru wiśni (recenzja). To bardzo lekkie i przezabawne książki, które czyta się w ekspresowym tempie. 
Iced tea, czyli książka, która zmroziła mi krew w żyłach.
Myślę, myślę i stwierdzam, że nie mam takiej książki. Jeśli taka była to już jej po prostu nie pamiętam. Dlatego chciałabym Was poprosić o polecenie czegoś dobrego :) 

Rozlana herbata, czyli kogo taguję.
Oczywiście Filipa!
Z chęcią zobaczę ten tag również u Gosi z Okularnica czyta :)
I u Oli z Zanim się obudzę ^^
17
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.