czwartek, 31 sierpnia 2017

Uroczy Back to school

Cześć! Jako, że kilka osób wyraziło chęć na to abym dodała na bloga Back to school, to tak oto pojawia się już dziś! :)
Wy także możecie chwalić się tym co kupiliście do szkoły i podawać linki do swoich postów o szkole ^^
Ostrzegam, to dość długi post! (Choć większość to zdjęcia)
Zacznijmy od zeszytów i notatników. Ja jak co roku kupię o kilka za dużo, ale przydadzą się do notatek, ponieważ chcę w tym roku szkolnym przeczytać i opracować wszystkie dodatkowe lektury z języka polskiego. A jeśli starczy mi czasu to także książki, które nie są lekturami, ale przydadzą się na maturze.
Kiedy zobaczyłam te notatniki musiałam je mieć! Są przeurocze! W dodatku wewnętrzna okładka również ma wzór z bajki. Kupiłam je w Textil Market, za ok. 2,50 zł. 
Jako, że uwielbiam różowy, to nie mogło zabraknąć zeszytów w takim kolorze. Kupiłam je w E.leclerc i kosztowały jakoś do 3 złotych.
Te urocze zeszyty są oczywiście z Biedronki, kosztowały nie więcej jak 1,50 zł :) Są troszkę gorszej jakości, ale z drugiej strony takie lekko żółte kartki mają swój klimat!
A te cuda oczywiście także są z Biedronki. Poza świetnymi ilustracjami na zewnątrz okładki mają również ładny wzór w środku :) Ich cena to ok. 2 zł, nie więcej.
Tutaj nic nie muszę dodawać, prawda? Napiszę tylko: tak, są z Biedronki.
Wiecie co, one też są z Biedronki
To już ostatnie! Grubaśne notatniki podzielone na 6 przedmiotów. Brązowy będę miała do przedmiotów, w których nie pisze się za wiele,a w zielonym mam swój Bujo, ponieważ dało się wyciągnąć zakładki przedzielające przedmioty. Ich cena to 15 złotych.
I teraz troszkę przyborów szkolnych!
Oczywiście muszę mieć dużą ilość długopisów! Bo jak wiadomo, za jakiś czas je pogubię i później będę narzekać na ich brak. Piszę tylko czarnymi, więc jak co roku zdecydowałam się na firmę BiC, ponieważ według mnie jest najlepsza.
Natomiast te dwa urocze, różowe długopisy kupiłam w Biedronce, także mają czarny wkład.
Jeśli chodzi o cienkopisy, kupiłam je w Pepco i jeśli dobrze pamiętam kosztowały 4 złote.
Te rzeczy przydadzą mi się nie tylko do oddzielania poszczególnych działów w zeszytach, ale do Bullet Journal <3
Naklejki są z Biedronki, a tasiemki z Kik, kosztowały od 3 do 4 złotych.
Podstawową rzeczą w piórniku jest gumka i zakreślacz. A skoro wszystko chcę mieć słodkie i urocze to kupiłam to w kolorze nie innym jak różowy.
Karteczki również mi się przydadzą, ponieważ często robię fiszki z słówkami lub zapisuję na nich ważne daty.
Wszystko kopiłam w  E.leclerc i każda rzecz nie kosztowała więcej niż 5 złotych.
Ważne notatki będę zaznaczać tymi uroczymi zakładkami z motywem kwiatowym i morskim.
A kiedy będzie późna godzina pomoże mi lampka-zakładka, która naprawdę świetnie oświetla! Poza tym zakładka, która jest jednocześnie szkłem powiększającym również świetnie się sprawdzi w czytaniu lektur, które często drukowane są niezbyt przyjazną dla oka czcionką.
Wszystko kupiłam w Biedronce. znaczniki kosztowały coś ok. 2,50 zł, a pozostałe rzeczy nie więcej niż 13 złotych.
Kolejnymi i już prawie ostatnimi rzeczami są korektory w myszce i duży zeszyt. Swoją drogą kupiłam go tylko dlatego, że jest z aparatem. Zeszyt kosztował ok. 3 złotych, a korektory nie więcej niż 5.
Dwie przeurocze teczki, które z pewnością przydadzą mi się do przechowywania notatek oraz moich zdjęć.
I ostatnia rzecz, która nie jest przyborem szkolnym, ale będzie nierozłącznym towarzyszem mojego plecaka. Kupiłam ją w Cropp'ie, za 5 czy 6 złotych.
Nie uwierzycie, ale skończyłam! Wy również pochwalcie się co kupiliście do szkoły, na studia :)
Chcielibyście jeszcze posty dotyczące szkoły? Jeśli tak, to piszcie w komentarzu jakie, z chęcią je napiszę.

Zaczytanych chwil kochani!
I miłego powrotu do szkoły!
32

piątek, 25 sierpnia 2017

Indeks szczęścia Juniper Lemon

Cześć! Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją całkiem dobrej książki! :)
Muszę przyznać, że ostatnio nie miałam czasu ani ochoty cokolwiek pisać, ale na szczęście wszystko wróciło już do normy i znowu będę dodawać regularnie.
Nie przedłużając zapraszam do czytania :)
Minęło sześćdziesiąt pięć dni od wypadku, który na zawsze odmienił życie Juniper. Świat bez jej cudownej starszej siostry Camilli stał się zimnym i smutnym miejscem.

Pewnego dnia Juniper odkrywa list Camilli napisany w dniu wypadku. List, w którym Cam zrywa z tajemniczym "TY". Jest w szoku- nie wiedziała o związku siostry i ziejąca dziura w jej sercu wydaje się coraz większa. Jaka naprawdę była Cam? Postanawia się tego dowiedzieć, odkryć tożsamość "TY" i dostarczyć mu list.

Ale wtedy Juniper coś gubi. Drobiazg, niewielką kartkę. Jedną z wielu, na których codziennie notuje swój prywatny poziom szczęścia i katalog własnych "wzlotów i upadków dnia". A ta fiszka jest wyjątkowa: zawiera tajemnicę, o której nikt nie może się dowiedzieć.
Na początku powiem trochę o fabule, hm?
Muszę przyznać, że od tej książki nie oczekiwałam zbyt wiele. Myślałam o niej jako przeciętnej młodzieżówce. I fakt, dostałam młodzieżówkę, ale z naprawdę świetnymi wątkami i z bardzo dobrym wykonaniem. Poza tym książka ma głębokie przesłanie.

Jak już pisałam, książka ma dość sporo wątków, przez co czytelnik nie chce odrywać się od treści, ponieważ co rozdział poznajemy coś nowego i równie interesującego. To spójna powieść, która jest pełna znaczeń.

Julie Israel pisze przede wszystkim motywująco. Poruszyła motywy, które coraz częściej występują w naszym wieku. Śmierć i radzenie sobie z tym, przemoc między ojcem a synem, brak porozumienia dziecka z rodzicami, osamotnienie, przyjaźń oraz kłamstwo- to kilka najważniejszych wątków, które porusza ta książka. Plusem jest również przedstawienie tego w realny i lekki sposób. Dzięki temu z historią zapoznać się mogą nie tylko starsi, ale i młodsi czytelnicy.

Spodobał mi się również wątek prowadzenia indeksu szczęścia. Jest to oryginalny pomysł, a poza tym dzięki temu wszystko stało się jasne i dużo łatwiej da się zrozumieć treść oraz uczucia bohaterki.

I jeśli już mówimy o fabule, to bardzo dobrze, że wątek miłosny nie jest tu na pierwszym miejscu. Czytając tę powieść możemy odetchnąć od schematycznych miłości.
I już zakańczając temat fabuły i wszystkich wątków, na koniec chciałabym napisać, że autorka świetnie wykreowała motyw detektywistyczny i dodała tajemniczości, czym dopełniła całą historię.

Muszę przyznać, że bardzo polubiłam bohaterów tej powieści. Z przyjemnością chłonęłam informacje o nich i z zaciekawieniem przeżywałam wszystkie wydarzenia.

Lemon to ambitna, dobroduszna i ciekawa wszystkiego osoba. Nie sposób jej nie lubić, choć momentami jej decyzje mnie denerwowały, ale może dlatego, że ja na jej miejscu postąpiłabym inaczej.

Interesującą osobą jest również Brand. To szczery i śmiały chłopak. Kiedy Lemon podejmowała głupie decyzje potrafił przemówić jej do rozumu. Polubiłam także jego humor i podejście do życia.
Choć pod koniec książki zdenerwował mnie, ponieważ na pewną sytuację zareagował dość brutalnie, ale jeśli przeczytacie tę powieść to dowiecie się, że miał ku temu powód.

Bardzo szybko da się polubić przyjaciół Lemon. To bystre i szczere osoby, które dużo przeszły i potrafią zrozumieć więcej niż niejeden dorosły.
Podsumowując, Indeks szczęścia Juniper Lemon to powieść, która w lekki sposób porusza ciężkie tematy. Może czytać ją zarówno dorosła osoba jak i młodszy czytelnik. Nie brakuje tu świetnych bohaterów i przeróżnych uczuć. Poza tym warto ją mieć choćby dla tej pięknej okładki!
Zapewniam Was, że przeczytacie ją w dwa wieczory :)

Tytuł: Indeks szczęścia Juniper Lemon
Autor: Julie Israel
Tłumacz: Joanna Dziubińska
Ilość stron: 372
Gatunek: literatura młodzieżowa
Wydawnictwo: IUVI
Moja ocena: 8-9/10
27

niedziela, 13 sierpnia 2017

Tea Book Tag

Cześć, dzisiaj zapraszam Was na tag z herbatą w roli głównej :) Oczywiście zachęcam do polecania książek z poszczególnych kategorii. Będzie mi naprawdę miło!
Chciałabym również przeprosić za zdjęcia, ponieważ już były na moim blogu. Niestety jest dość pochmurno i wolę dodać ładne zdjęcia jeszcze raz, niż zrobić inne, które nie podobałyby mi się.
Czarna herbata, czyli mój ulubiony klasyk.
Czytam mało klasyków i dopiero zapoznaje się z nimi, więc na początku nie wiedziałam jak odpowiedzieć. Jednak po chwili zastanowienia wybrałam Małego Księcia, a także powieść Oskar i Pani Róża. Te dwie książki są dla mnie naprawdę ogromną motywacją, więc musiałam je tu zamieścić. Chyba każdy je zna, prawda?

Zielona herbata, czyli książka tak nudna, że przy jej czytaniu zasnęłam.
Taką powieścią jest Marsjanin. Była to dla mnie strasznie nudna historia i pamiętam, że czytałam ją ponad dwa tygodnie, co zdarza się u mnie bardzo rzadko. Książka jest nudna i niedopracowana, więc naprawdę można przy niej przysnąć.

Czerwona herbata pu-ehr, czyli książka, w której bohaterowie ciągle się przemieszczają.
Jeśli chodzi o motyw podróży, to idealną książką, a nawet serią jest Biuro Podróży Samotnych Serc (recenzja 1 i 2). To seria o podróżowaniu, w której możemy poznać zwyczaje i zabytki różnych miejsc z całego świata. Naprawdę świetna przygoda!
Herbata oolong, czyli książka, której poświęca się zbyt mało uwagi.
Zdecydowanie Gdzieś tam, w szczęśliwym miejscu (recenzja). To świetna książka z cudownym przekazem i naprawdę nie wiem dlaczego jest tak mało popularna. Porusza ważne motywy takie jak śmierć, miłość, tolerancja i orientacja. 
Czytajcie to, proszę!
Biała herbata, czyli książka niezasłużenie popularna.
Dziewczyna z pociągu, ta książka jest mocno przeciętna, a zyskała ogromną sławę. Uważam, że niesłusznie. Moim zdaniem zamiast tracić pieniądze na promocję tak złej książki, lepiej jest zareklamować coś naprawdę dobrego i wartościowego.

Herbata yerba mate, czyli książka, przy której trzeba przebrnąć przez pierwsze rozdziały, aby akcja się rozwinęła.
Taką powieścią jest Małe życie. Pierwsze rozdziały czyta się dość opornie, ponieważ autor zrobił długie wprowadzenie w życie bohaterów. Jednakże później poznajemy cudowną, a zarazem straszną historię, przez którą przewijamy się naprawdę szybko.
Herbata ziołowa, czyli książka, którą czytano mi na dobranoc, kiedy byłam mała.
Nie czytano mi kiedy byłam mała, więc nie mogę odpowiedzieć. Chociaż jeśli chodziłoby o czytanie samemu to byłby to Czerwony Kapturek oraz Kubuś Puchatek.

Herbata owocowa, czyli moja ulubiona lekka książka.
Takich książek jest dużo, jednak jeśli muszę wybrać to zdecydowanie jest to duologia Lato koloru wiśni (recenzja). To bardzo lekkie i przezabawne książki, które czyta się w ekspresowym tempie. 
Iced tea, czyli książka, która zmroziła mi krew w żyłach.
Myślę, myślę i stwierdzam, że nie mam takiej książki. Jeśli taka była to już jej po prostu nie pamiętam. Dlatego chciałabym Was poprosić o polecenie czegoś dobrego :) 

Rozlana herbata, czyli kogo taguję.
Oczywiście Filipa!
Z chęcią zobaczę ten tag również u Gosi z Okularnica czyta :)
I u Oli z Zanim się obudzę ^^
17

piątek, 4 sierpnia 2017

Wzgórze Niezapominajek

Cześć! Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją, choć muszę przyznać, że niezbyt pozytywną. Poza tym będzie to krótka recenzja, bo nie wiem co mogę napisać o książce, która mi się nie podobała.
Po opisie książka wydawała się świetna, sami zobaczcie.
Miał być piękny ślub i szczęśliwe życie we dwoje, ale plany rozwiały się w kilka godzin. Lena wyjeżdża do rodzinnej miejscowości nad jeziorem, by w bezpiecznym domu babci leczyć złamane serce. Tam odkrywa, że przyjaciółka, Julia, która zmarła przed rokiem, coś jej zostawiła.
W szkatułce w niezapominajki czeka list i wskazówki do odkrycia tajemnic, które dotyczą Leny, Julii i paru bliskich osób.
Lena postanawia wyjaśnić wszystkie sekrety i poznać prawdę- nie tylko o sobie.

W sumie nawet nie wiem od czego zacząć, bo według mnie to naprawdę kiepska książka.
Może na początek wymienię plusy tej powieści, co Wy na to? :)

Zaletą jest pomysł na fabułę, kiedy czytelnik zapoznaje się z opisem naprawdę się zachęca i chce poznać tajemnice rodziny. Choć wątek jest naprawdę popularny, to autorka ujęła to w taki sposób aby nadać mu tajemniczości i wyjątkowości.

Drugim plusem jest charakterystyka bohaterów, A. Bichalska wykreowała je w taki sposób, aby czytelnik  zżył się z postaciami i ich historią. Wszyscy bohaterowie są życzliwi, kochani i każdy zna każdego.
Myślę, że to plus, choć czasem irytowało mnie to, że wszytko jest idealnie.
Trzecim i ostatnim plusem jest pokazanie walki o swoją pasję. Autorka poprzez osobę Marcina i Leny pokazała, że nie trzeba tracić wiary w nasze marzenia i dążyć do celu. Nawet jeśli coś nam nie wyjdzie warto spróbować ponownie.
Pani Anna uświadamia również, że poprzez pasję możemy wybić się z problemów, smutku, depresji.
Warto mieć hobby już od najmłodszych lat :)

Czas na negatywną stronę recenzji.

Pisarka wymyśliła świetną fabułę, ale wykonanie tego to porażka. Momentami miałam po prostu wrażenie, że pisała to nastolatka. Wydarzenia nie miały ładu i składu, a dialogi były dość dziecinne.
Poza tym zauważyłam, że autorka lubi wszytko odwlekać i główny wątek rozkręca się dopiero w połowie, dlatego też przez 200 stron po prostu się nudziłam.

Minusem jest również sam wątek zagadki i zakończenie, ponieważ połowę można się po prostu domyślić. Wprawdzie treść zagadek, które wymyśliła Julia była ciekawa, ale to co działo się po odgadnięciu ich było nudne, bo czytelnik już dawno domyślił się o co chodzi.

Denerwował mnie również wątek miłości, ponieważ pojawiał się więcej razy niż główny motyw. Na każdej stronie miłość, miłość i miłość. Ja naprawdę rozumiem, że jest to obyczajówka, ale pomimo tego spodziewałam się więcej zagadek i głębszego przekazu, a nie czytaniu o zakochaniu się i argumentów za i przeciw tej miłości. Miałam tego serdecznie dość i nawet nie wiecie jak się cieszę, że skończyłam tę książkę.
I ostatnim minusem jest okładka. O jejku, co to ma być?! Ja nie uważam, że kobieta ze zdjęcia jest brzydka, ale zrobiła taką minę jakby coś jej się stało i uśmiech był u niej z przymusu. Niebieskie kwiaty na wianku kobiety wyglądają jak wklejone i przykro mi, że ktoś jeszcze bardziej zepsuł okładkę tym ohydnym wklejeniem.
Poza tym są tu trzy inne czcionki i nie wygląda to zbyt ładnie.
Książkę ratuje tylna ilustracja, bo bardzo lubię niezapominajki, a tło na którym jest napisana bardzo do nich pasuje.

Podsumowując, Wzgórze Niezapominajek to dość słaba książka. Myślę, że gdyby autorka spędziła nad nią trochę więcej czasu to byłaby to naprawdę dobra powieść obyczajowa. Niestety jest już za późno i moim zdaniem książka jest po prostu niedopracowana i dość nudna. Raczej nie sięgnę już po twórczość Pani Anny, ale jeśli ktoś niczego nie wymaga od książek i chce przeczytać powieść z lekką zagadką to proszę bardzo, zachęcam jak najbardziej :)
Tytuł: Wzgórze Niezapominajek
Autor: Anna Bichalska
Ilość stron: 288
Gatunek: literatura obyczajowa
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
Moja ocena: 3-4/10

Zaczytanych chwil!
20
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.