wtorek, 23 lutego 2016

"Herbata nic", czyli recenzja książki Marsjanin

"Zacząłem dzień od herbaty nic. Herbata nic jest bardzo łatwa w zaparzaniu. Najpierw nalej trochę gorącej wody, a potem dodaj nic"

Hej,hej moi kochani ^^ Dzisiaj przedstawię Wam moją opinie na temat książki pt. Marsjanin, którą napisał Andy Weir.

O czym jest książka?
(opis, który jest zamieszczony z tyłu książki, tak żebym przypadkowo nie zaspoilerowała) 

Straszliwa burza piaskowa sprawia, że marsjańska ekspedycja, w której skład wchodzi Mark Watney, musi ratować się ucieczką z Czerwonej Planety. Kiedy ciężko ranny Mark odzyskuje przytomność, stwierdza, że został na Marsie sam w zdewastowanym przez wichurę obozie, z minimalnymi zapasami powietrza i żywności, bez łączności z Ziemią. Co gorsza, zarówno pozostali członkowie ekspedycji, jak i sztab w Houston uważają go za martwego, nikt więc nie zorganizuje wyprawy ratunkowej; zresztą nawet gdyby wyruszyli po niego niemal natychmiast, dotarliby na Marsa długo po tym jak zabraknie mu powietrza, wody i żywności. Czyżby to był koniec? Nic z tego. Mark rozpoczyna heroiczną walkę o przetrwaniem w której równie ważną rolę co wiedza, zdolności techniczne i pomysłowość odgrywają niezłomna determinacja i umiejętność zachowania dystansu wobec siebie i świata, który nie zawsze gra fair...

 
Wrażenia w trakcie czytania i po skończeniu książki

Przyznam się szczerze, że odkąd zaczęłam czytać, aż do samego końca, ta książka mnie nudziła.
W trakcie czytania książkę odkładałam po dwóch, trzech rozdziałach. Tak więc czytałam ją bardzo, bardzo długo i nie raz myślałam aby odłożyć tę lekturę na półkę. 
Na szczęście prawie nigdy nie odkładam książki, którą zaczęłam czytać, a Marsjanin nie był aż taki zły- przeczytałam do końca.
UWAGA SPOILER- JEŚLI NIE CZYTAŁEŚ TEJ KSIĄŻKI, A MASZ ZAMIAR TO ZROBIĆ PRZEJDŹ DO NASTĘPNEGO PUNKTU. 
Podobały mi się w niej dwa momenty, a mianowicie ten, w którym wybuchł Hab- naprawdę dużo się wtedy działo :) , i moment końcowy, w którym Mark został uratowany, yeeey!
 

Okładka, styl, wydruk i rozdziały

Okładkę mam niestety filmową- ta oryginalna jest dużo ładniejsza, naprawdę- ma swój klimat. Pomimo tego okładka z filmu nie jest, aż taka zła, ale może tylko dlatego, że jest wykonana z takiego fajnego, matowego materiału, który jest całkiem przyjemny w dotyku! :D

Styl pisania autora jest przyjemny, pomimo tego, że w książkach nie lubię liczb, wzorów i różnych nazw, bo naprawdę mam ich za dużo w szkole (tak, tak rozszerzona chemia). Jednak troszeczkę ciężko czytało mi się takie momenty, kiedy było dużo opisów i powtarzających się czynności, które wykonywał bohater. 

Jeśli chodzi o wydruk, w swoim egzemplarzu nie zauważyłam żadnych odchyleń, błędów i uważam,że jest przyjemny da oczu i przystosowany do szybkiego czytania. 
Błędów w książce nie zauważyłam :) 

Reasumując, Marsjanin to przyjemna, ale lekko nudnawa lektura, ale mimo tego watro ją przeczytać. Tym bardziej jeśli masz rozszerzoną chemię (to tylko żarcik ^^). Ale Ale podkreślam, że to tylko moja opinia i każdy może odebrać tę książkę inaczej.

A Wy? Co myślicie o tej pozycji?

Tytuł: Marsjanin
Autor: Andy Weir
Wydawnictwo: Akurat
Ilość stron: 382
Ocena: 6/10

15 komentarzy :

  1. Świetny post :) Swoją recenzja zachęciłaś mnie w pełni do przeczytania tej książki w najbliższej przyszłości. Pozdrawiam asiaczajka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Marsjanin jako film mi się bardzo podobał, ale książki jeszcze nie czytałam. Na pewno z czasem nadrobię. Póki co jestem w trakcie czytania Everestu :) Pozdrawiam :) http://lady-awa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaraz sobie wyszukam o czym jest książka, którą czytasz :D Może się skuszę XD

      Usuń
  3. Super recenzja. Zdjęcia wyszły ci piękne. Pozdrawiam :)


    michalinaslife.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Oglądałam tylko film, książkę mam ciągle w planach ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja muszę obejrzeć film :) Tylko zebrać się nie mogę :D

      Usuń
  5. To niestety może być książka "jadąca" na sukcesie filmu i oscarowej roli Matta Damona. Produkt, z którego po prostu wyciska się jeszcze trochę soku. Fajnie, jak książka jest co najmniej lepsza od filmu. Dobrze, jak są to dwa unikalne i ciekawe dzieła (pierwszy przykład z brzegu: "Dziewczyna z tatuażem"). Natomiast jeżeli film jest bardzo dobry, a książka nudnawa, to całość pachnie marnym marketingiem. Moim odkryciem minionych dni jest książka "Porąb i spal" Larsa Myttinga. Moja recenzja: http://www.oofc.pl/2016/02/porab-i-spal-czyli-dowod-na-to-ze-dusze.html . Zapraszam na Out Of Comfort Zone Blog- www.oofc.pl. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Mnie trochę ciężko się ją czytało, bo cała ta terminologia mnie przytłaczała i miejscami była niezrozumiała, ale pokochałam głównego bohatera za jego poczucie humoru i to dla niego przeczytałam całość. Film też mi się podobał, ale był mnie szczegółowy, uproszczony.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeszcze nie czytałam, ale zamierzam. Nieznacznie się zniechęciłam, bo.. nienawidzę chemii i każdy moment, gdy muszę się z nią spotkać jest dla mnie tragedią! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja mam rozszerzoną chemię! :D Umieram na lekcjach! :D

      Usuń
  8. Nie czytam tego typu książek, ale ta nawet mnie zaciekawiła :) Pozdrawiam!

    lublins.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Mega post! Przez niego bardzo zachęciłaś mnie do przeczytania tej książki! :)
    http://marlenaishappy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetna recenzja, słyszałam dużo pozytywnego o tej książce i chyba ją niedługo przeczytam :)
    jestem-folta.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz! To dla mnie naprawdę przeogromna motywacja.
Tak, to właśnie dzięki Tobie nadal tu jestem i chcę tworzyć jeszcze więcej <3

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.